






|
2009
CZERWIEC
MAJ
KWIECIEŃ
MARZEC
2008
GRUDZIEŃ
PAŹDZIERNIK
WRZESIEŃ
SIERPIEŃ
LIPIEC
CZERWIEC
MAJ
KWIECIEŃ
MARZEC
LUTY
STYCZEŃ
2007
GRUDZIEŃ
LIPIEC
CZERWIEC |
Czerwiec 2009
200 metrów w dół i ...46 km pod górę
Organizatorom tegorocznej Cięciny udało się poprowadzić
bardzo ciekawą trasę zarówno pod względem widokowym jak i techniczym.Na całej
długości maratonu spotkałem się z każdym rodzajem nawierzchni.Był
asfalt(niewiele),kamieniste podjazdy i zjazdy,szerokie leśne ścieżki,dosyć
często poprzecinane korzeniami,fragmenty trasy rowerowej,miękkie błotniste
podjazdy,małe strumyki i błotniste kałuże, w których zapadałem się po
osie.Jednym słowem esencja górskiego ścigania.Trasa oznakowana
wzorowo,a w każdym miejscu gdzie można by mieć wątpliwości był ktoś z
obsługi.Jak to na maratonach bywa początek był trudny.

Przepychanki na podjazdach,ktoś przede mną się zatrzymał stawałem i ja , za
wysokie tętno,trochę szarpaniny.Trwało to gdzieś do 8 kilometra,młodzi pojechali
przodem i zrobiło się luźno.

Potem walczyłem już tylko z samym sobą.Pierwszy stomy,niekończący się podjazd
pod Abrahamów potem krótki zjazd do Żabnicy i w zasadzie kolejny podjazd po
Abrahamów tym razem niemiłosiernie długi.Na 30 którymś kilometrze bufet,ledwo
zsiadam z rowera,łapią mnie skurcze,potem jadę już spokojnie starając się nie
przekraczać tętna na progu mleczanowym.Jest to trudne bo czeka mnie jeszcze
końcówka podjazdu.Ostatnie 15 kilometrów jadę praktycznie sam.Ostatni stromy
zjazd i asfaltem do mety.Ufff...

Maraton w Cięcinie miał swój klimat-niewielu startujących(w porównaniu z
imprezami masowymi),świetna organizacja imprezy,a przede wszystkim przepiękna
sceneria Beskidu Żywieckiego i ładna pogoda(zamówiona ponoć przez
organizatorów).

Polecam
Piotr
Foto by : Wojtek
link do foto:http://picasaweb.google.pl/wojtexx/MARATONCIECINA2009#
«DO GÓRY»
Maj 2009
Sezon rozpoczęty
Tak naprawdę to pierwszy w mojej rowerowej przygodzie sezon do którego się
przygotowałam. Już na jesień ubiegłego roku postawiłem sobie cele
treningowe:
1.Start w co najmniej pięciu maratonach.
2.Zwiększenie średniej
prędkości.
Może to nie zbyt wiele ale jak na początek wystarczy.Wystarczyła na pewno w
miarę solidnie przepracowana zima.
Wzniesienia ,które w zeszłym roku na
wiosnę pokonywałem z wielkim trudem i "na raty" tej wiosny nie sprawiały mi
większego problemu.Zwiększyłem wytrzymałość w strefie tlenowej i trochę
poprawiłem siłę.Ogólnie czułem się bardzo dobrze na rowerze i nadszedł czas na
pierwsze w sezonie zawody-maraton w
Zdzieszowicach

Na początku trema startowa,masy bikerów (ok. 1200),a ja w ostatniej strefie
startowej czyli w olbrzymim puszystym ogonie.
Oczekiwanie...,praktycznie bez
rozgrzewki i wreszcie start... pierwsze kilometry na dużych obrotach,żeby
wyprzedzić jak nawięcej przed odcinkami terenowymi... jednym słowem pół godziny
z tętnem na poziomie 98% HRmax.Wreszcie wpadam w las,trochę ślisko,ktoś obok
zalicza glebę,jeszcze parę kilometrów i mogę jechać swoim tempem.
Trasa
technicznie dosyć łatwa,dużo niezbyt długich podjazdów i szybkich zjazdów,trudno
opisać-trzeba przejechać.
Po ostatnim bufecie miałem jeszcze dość siły żeby
przyśpieszyć i na finiszu wyprzedzić kilku zawodników.

Maraton ukończyłem z poczuciem satysfakcji na 230 miejscu , M4/17 w czasie
02:18:16(dystans MEGA)
Chciało by się rzec mogło być lepiej,ale wiem ,że na
to "lepiej" muszę po prostu solidnie popracować.
Na razie jestem pełen zapału
,a 14.06 jadę na kameralny maratonik do Węgierkiej Górki...
«DO GÓRY»
Majowy weekend w Czeskim Raju
Dwa lata temu wybrałem się z Rodzinką do Czeskiego Raju.Poruszaliśmy się wtedy per pedes
wśród przepięknej scenerii niewysokich górek
poprzecinanych wąwozami,wąskimi ścieżkami wśród skał,a wszystko
to zatopione było w gęstym lesie dającym przyjemny chłód.Już
wtedy zauważyłem sporo rowerzystów i świetną sieć
Nasz wyjadz miał charakter typowo wypoczynkowy,ale w ciągu trzech dni
zrobiliśmy ponad 150 km specjalnie się nie spiesząc.Po drodze było
sporo atrakcji turystycznych .
|
ścieżek
rowerowych:od dróg asfaltowych, poprzez szerokie leśne
dukty, po umiarkowanie trudne odcinki terenowe.Jako ,że poruszałem się
z rodziną unikałem bardzo trudnych ścieżek.
Teren obfitował za to w niezmierzoną ilość podjazdów i
zjazdów.Niektóre z nich chociaż niezbyt długie, potrafiły
nieźle wycisnąć pot.
|
«DO GÓRY»
Kwiecień 2009
Nareszcie wiosna
Kwiecień przywitał się piękną pogodą i od razu z tego skorzystałem.Poskładałem trenażer i ruszyłem na lokalne drogi.
W góry ruszyłem dopiero jakieś trzy tygodnie temu ,ponieważ dosyć długo trwało zanim zszedł śnieg.
Przepracowana zima dała efekty.Kondycję mam teraz w przybliżeniu taką jak w zeszłym roku we wrześniu.
Jak co roku trochę planów :tym razem kilka startów w
maratonach i o ile nazbieram to jakaś dobra amortyzowana rama.
Póki co weekend majowy spędzam w całości na rowerze z RODZINKĄ i raczej turystycznie..
«DO GÓRY»
Marzec 2009
A za oknem deszcz
11.03.2009, 10:15
Tak się składa,że siedzę w
pracy,mało co robię i od czasu do czasu zaglądam w stronę
gór.Dzisiaj pada deszcz,a trochę wyżej pewnie popaduje śnieg.Mam
też bezpośredni widok na szosę ,po której od czasu do czasu
przemknie jakiś biker.Dzisiaj nawet tych nie ma. Ciągnie mnie żeby już
pojeździć, a na razie cała moja energia idzie w trenażer.Dobre i to.
Grudzień 2008
W
podziemiach
Nareszcie mam trochę czasu by usiąść przed
komputerem.Przez ostatnie dwa miesiące poświęcałem się głownie
obowiązkom zawodowym.
Dopóki
w górach królowała jesień nie przepuściłem okazji
żeby gdzieś nie
wyskoczyć.Teraz dni coraz krótsze,a ja siedzę w pracy od
8-17,czyli od
rana do nocy,tak więc moim najlepszym przyjacielem od pewnego czasu
jest trenażer.Obawiałem się trochę jazdy w pomieszczeniu,ale najgorsze
było pierwsze pół godziny.Nie powiem,że kręcenie w miejscu
przez 90
minut jest przyjemne,ale trochę dobrej muzyki i jakoś czas
mija.Przynajmniej trenażer ma tą zaletę ,że można jeździć przed świtem
i po zmroku.Wydaje mi się ,że trening może być wydajniejszy i bardziej
precyzyjny.
W
zeszłym roku o tej porze jeździłem jeszcze na świeżym powietrzu,teraz
póki co kręcę w kółko w moich rowerowych
podziemiach i czekam na wiosnę.
«DO GÓRY»
Październik 2008
z
morza mgieł
W sobotę wybrałem się na Stożek.Wyruszyłem jak zwykle
wcześnie rano
w oblepiającej wszystko wilgoci.Potem dwudziestominutowy podjazd i
nagroda w postaci pięknego widoku...
byłem ponad morzem mgieł , sam , z rowerem , w kompletnej
ciszy.Podjechałem jeszcze na Kiczory...
...by ponownie zanurzyć się we mgle i błocie w drodze na Kubalonkę.
«DO GÓRY»
Okres
przejściowy
W niedzielę wybrałem się z rodzinką w Beskid
Żywiecki-godzina 9,było
chłodno,mgliście,prawdziwie jesiennie,od czasu do czasu wyjrzało
słońce-idealna pogoda na rower,a ja per pedes.Schodząc
z Wielkiej Raczy z radością pozdrawiałem bikerów
wykręcających z siebie ostatnie poty.Trochę było mi żal,że nie siedzę
na rowerze,ale pomyślałem sobie ,że są też na świecie inne
zajęcia.Zresztą kiedyś trzeba odpocząć.Tak więc bez żadnego planu od
czsu do czasu gdzieś się przejadę,wieczorem skoczę na basen i tak czas
mija.Na dobrą sprawę to powoli zbieram siły do "samotreningu"
Jako że nigdy niczego nie trenowałem ,a lata młode już
przeminęły,zacząłem od testu wydolnościowego.Diagnoza brzmiała:
"jeszcze pan może".Zacząłem od stworzenia planu treningowego na
przyszły rok z zakończeniem czasówką na Równicę.
W piwnicy
zorganizowałem mini siłownię,w kącie postawiłem TACX-a i czekam tylko
na deszczowe dni by zejść do swoich podziemi.Ciekaw jestem ile z moich
zamierzeń zrealizuję ,jak do tej pory było cały czas pod
górę ,ale i do
przodu.Czas pokaże ...
«DO GÓRY»
Wrzesień 2008
Deszcz,wiatr
i mgła.
To w skrócie warunki jakie panowały na trasie
III Otwartych
Mistrzowstw Ustronia w jeździe indywidualnej na czs na
Równicę.Pomimo
tego na mecie pojawiło się 88 zawodników. Dokładnie rok temu
,w tym
samym miejscu z drżeniem serca wystartowałem w swoich pierwszych
zawodach MTB i przyrzekłem sobie ,że to dopiero początek mojej przygody
z rowerem i górami.Rok minął i mogę śmiało powiedzieć,że go
nie
zmarnowałem.Owoc mojej pracy to zaledwie 2min40s,ale dla mnie jest to
spore osiągnięcie.Wiem ,że mogę wykręcić jeszcze trochę więcej ,dlatego
przyszły sezon postanowiłem potraktować poważnie i trochę potrenować.Co
z tego wyniknie zobaczę za rok.
«DO GÓRY»
Sierpień 2008
Lato,wakacje...
...czas zasłużonego wypoczynku niestety bez rowera.Przed
wczasami
byłem zmartwiony jak wytrzymam 3 tygodnie.Spadek kondycji,zanik mięśni
,lenistwo i fizyczne zgnuśnienie.Nie pomyślałem tylko,że ruch mięśni
nie musi odbywać tylko na rowerze.Zacząłem biegać.Nigdy nie przepadałem
za tą formą aktywności,bolały mnie potem nogi i szybko dostawałem
zadyszki-albo-tak mi się tylko wydawało.Co
prawda
dwa-trzy biegi nie były najprzyjemniejsze,ale potem nogi niosły same,a
płuca zaczęły pracować miarowo.Do biegania dołożyłem trochę
pływania,ćwiczeń w wodzie i dzięki temu moje obawy o zanik formy
zniknęły.Po powrocie ,dla rozjeżdżenia, zrobiłem kilka
wypadów po lekko
pagórkowatym terenie i wszystko (moje wnętrzności) pracowało
jak należy.
W niedzielę powinnno być ładnie.Pojadę w góry...
P.S.Kilka miesięcy temu wpadłem na pomysł żeby od przyszłego sezonu
dosiąść fulla.Podczas
wakacyjnego biegania dużo o tym myślałem i zweryfikowałem trochę moje
plany.Postanowiłem najpierw zainwestować w moją kondycję i
wytrzymałość, od amortyzowanej ramy siły mi nie przybędzie.
«DO GÓRY»
Lipiec 2008
Uczty
ciąg dalszy
Jest Coś takiego w
kolarstwie górskim,że im dłużej
jeżdżę tym bardziej mi smakuje.Po moim poprzednim(pierwszym)maratonie
postanowiłem popracować trochę nad kondycją i wziąść udział w zawodach o
Puchar Wójta Gminy Węgierska Górka.
Zawody
niewielkie jeżeli chodzi o liczbę zawodników,dobrze
zorganizowane.Trasa
technicznie łatwa ,ale trochę trzeba było się powspinać - jak dla mnie
w sam raz.
Tym
razem jechałem swoim tempem ,bez niepotrzebnych zrywów
a moja radość z
ukończonych zawodów była tym większa ,że na lini mety
czekała na mnie
żona i dziewięcioletni syn,który też startował w swoich
pierwszych
zawodach.
«DO GÓRY»
Czerwiec 2008
bułka
z masłem...
...może dla kogoś kto trenuje,jeżdzi pięć razy w
tygodniu,jeżdzi od kilkunastu lat i.t.p. O czym mowię ? O moim
pierwszym
MARATONIE Nie powiem ,że mi nie
smakowała ta przysłowiowa bułka aczkolwiek gdzieś w połowie się
zakrztusiłem
Dystans wybrałem średni i na początku jechałem trochę za szybko jak na
swoje możliwości.Finał był taki , że ostatnie banalnie łatwe 15 km.
pokonywałem z delikatnie mówiąc
trudem.Najważniejsze(dla mnie) ,że dojechałem na metę że poznałem swoje
możliwości że wziąłem udział we
wspaniałej imprezie i dostałem impuls do
podniesienia sobie poprzeczki.
Cofnę
się teraz o ok.4 lata.Pamiętam jak kolega,posiadacz przyzwoitego
rowerka,namawiał mnie do wspólnego startu w jakimśtam
maratonie(Istebna
albo Zawoja o ile pamiętam).Wtedy udział w takiej imprezie był dla mnie
abstrakcją.Dzisiaj wiem,że tylko odłożyłem tą decyzję w czasie.Musiałem
się do tego STARTU przygotować kondycyjnie,sprzętowo i przede wszystkim
psychicznie.Niestety z tych trzech rzeczy najłatwiej zdobyć sprzęt.
Nowa
przygoda na mojej ROWEROWEJ ścieżce miała wymiar pozytywny i motywujący
mnie do dalszego rozwoju.Już teraz powoli układam plan co zrobić żeby w
przyszłym roku poszło(pojechało)mi lepiej.
P.S.Jeżeli czytasz te słowa JJ to GÓRY
nadal stoją na swoim miejscu i czekają...
«DO GÓRY»
Maj 2008
Kolejny
etap
Pół roku temu wyznaczyłem sobie cel wymiany
osprzętu.Zdecydowałem się w całości na XT 08.Zacząłem od kół
i
hamulców
W międzyczasie udało mi się sprzedać swój rower "miejski" i
kupiłem
nową ramę.Całość prezentowała się nawet nieźle,ale ... cały czas z
przodu tkwił zbyt ciężki do moich planów SUNTOUR XC.W tym
miejscu
zatrzymałem się na chwilę by nakarmić "świnkę" i po pewnym czasie
widziałem przed sobą ROCK SHOX'a.Księgowa "świnka" pozwoliła mi na
zakup modelu REBA TEAM.
W tym miejscu mała dygresja.Jakoś nigdy do
tej pory nie zwróciłem uwagi na wagę roweru.Ważniejsza była
dla mnie
sama jazda,zdobywanie kondycji i satysfakcja z udanej wycieczki.Pewnego
razu kolega namówił mnie do zważenia tego co ciągnę pod
górę.Kryształki
ułożyły się w ciąg cyfr:12200.Odłożyłem na trochę plan XT i zabrałem
się za zbyt wygodną kanapę,sztycę,kierę i mostek.Były to cięcia
kosztowne,ale konieczne by cała przeróbka miała sens.
Wracając do
tematu.W ubiegłym tygodniu zamontowałem wszystkie elementy napędu i
wyczekiwałem niedzieli żeby CAŁOŚĆ wypróbować.Wszystko
działało zgodnie
z moimi oczekiwaniami.Zamknąłem kolejny etap
mojej rowerowej przygody... cel kolejnego FULL
P.S. Z ciekawości wjechałem na wagę[11040] Może być MÓJ
ROWER
«DO GÓRY»
Każda
pogoda jest dobra
Wiosna tego roku trochę mglista i deszczowa.Dla mnie
jednak
przestało to mieć znaczenie.Zastanawiał bym się chyba czy wyjechać w
ulewny deszcz, ale lekki opad nie przeszkadza, a wręcz jest elementem
urozmaicenia
kamienistych beskidzkich szlaków.Na własnej
skórze przekonałem się, że
sezon rowerowy może trwać cały rok i nie ma znaczenia czy na drodze
leży śnieg,czy brnę w błocie, czy słońce grzeje niemiłosiernie,czy pada
deszcz.Moja koszulka i tak jest zawsze mokra od potu...
«DO GÓRY»
Kwiecień 2008
...żeby
jeździć czasem trzeba popracować
Długo nic nie napisałem.W pracy mam lekki młym i nie za
bardzo chce
mi się wieczorem siadać do komputera.Ale... pogoda na rower wyśmienita
i nie zmarnowałem ani jednej niedzieli Do tego nastąpiły pewne
zmiany w moim sprzęcie
Dorobiłem się wreszcie w miarę pożądnego widelca i konsekwentnie dążę
do podwyższenia jakości osprzętu.Jak wszystko dogram to napiszę coś
więcej o szczegółach.Pierwsze wrażenia z nowego amorka
baaardzooo
pozytywne
być może zapłaciłem dużo ale "poczułem różnicę".Wniosek:im
lepszy
sprzęt tym większa przyjemność z jazdy.W niedzielę znowu jadę...
«DO GÓRY»
Marzec 2008
Przy
komputerze
Za oknem śnieżna zawierucha W pracy nudy,siedzę przy
komputerze i nadrabiam braki w przeglądaniu tematów
rowerowych.Natknąłem się po drodze na konkurs
i nieśmiało zakiełkowała mi myśl-czemu nie spróbować ???
Do najlepszej strony rowerowej,powiem skromnie,duuużo mi brakuje, ale
po górach też zaczynałem jeździć na żelaznej
ramie... zobaczymy 
A nuż ktoś spojrzy na moją
stronkę i mu się spodoba 
«DO GÓRY»
Po
śladach
Pogoda sprzyja-tak więc na niedzielę zaplanowałem szybki
wyjazd na
najwyższą górę w okolicy,na ktorej nie ma już śniegu.W
piątek telefon
od kolegi: jedziemy w góry masz ochotę się przejechać?
Dodam,że kolega
preferuje pojazdy z napędem na cztery koła(póki
co).Ruszyliśmy
trasą,którą sobie upatrzyłem na niedzielę.
Zupełnie inny kaliber podróżowania.Ryk
silników,prędkość,wyciągarki,przebijanie się przez
zaspy,szukanie drogi
po ciemku-to wszystko złożyło się nawet w świetną zabawę i ciekawą
przygodę.Dwa dni potem ruszyłem rowerem po śladach
-słyszałem tylko własny oddech i łancuch zmieniający co jakiś czas
położenie na kasecie...
«DO GÓRY»
Im
dalej w las...
Ostatnio absorbują mnie zgoła nierowerowe zajęcia,ale
nową ramę
zdołałem przetestować.Poczułem się pewniej,dała się odczuć większa
sztywność szczególnie, przy zjazdach.Powoli zaczynam
dostrzegać
subtelne różnice w prowadzeniu różnego rodzaju i
wielkości
sprzętu.Fascynuje mnie to,że odkrywam prawa rządzące zastawem
człowiek-maszyna.Dochodzę do wszystkiego ucząc się na własnych
błędach.Proces to długotrwały i kosztowny,szczególnie jeżeli
chodzi o
dopasowanie sprzętu do moich potrzeb,a one rosną.Dwuletnie
doświadczenie pokazało mi,że owszem kondycja i siła są potrzebne,ale
szlifowanie techniki i co za tym idzie modernizacja roweru są
nieodzowne żeby się rozwijać i czerpać a jazdy satysfakcję.
«DO GÓRY»
Luty 2008
Zbliża
się wiosna
1.Pogoda na sobotę i niedzielę zapowiada się pod psem Nie pozostaje mi jednak nic
innego tylko ruszyć w góry bo nareszcie mam motywację RAMA
Kwestią gustu jest
kolor czarny (chciałem ją przemalować,ale mi przeszło) poza tym
prezentuje się całkiem przyzwoicie.
2.Zazwyczaj
jeżdżę sam-tym razem chce się ze mną wybrać kolega,który po
górach
jeszcze nie jeździł.Być może kolejna "dusza"dołączy do grona
mtbikerów.
3.Wreszcie sprawa ostatnia- mojej
strony-pozostaje mi zapełniać formę
treścią.Trochę mi przy tej formie ubyło włosów(i tak nie mam
ich zbyt wiele),ale na razie
jestem zadowolony.
«DO GÓRY»
Temat
zastępczy
Od ostatniego wypadu w góry minął ponad
miesiąc (myślę o rowerze -
w tym czasie odało mi się zaliczyć tydzień na nartach).Pogoda i stan
ducha jakoś nie nastrajają mnie do jazdy-KOMBINUJĘ-jak by zająć się
rowerem,a ...nie jeździć.Miotam się obecnie pomiędzy nową ramą,a
próbą
stworzenia mojej
rowerowej strony.Z
natury jestem perfekcjonistą,pojęcie o html-u mam mgliste jak jesienny
świt i niestety ciężżżko mi idzie.Z ramą też nie najlepiej: iść na
jakość czy zaoszczędzić trochę kasy i kupić coś lekkiego ale bez
nazwy???
Czas się chyba zacząć pocić,a wtedy wszelkie problemy i pytania stracą
na znaczeniu... bo będzie tylko jeden cel przede mną -
droga w Góry...
«DO GÓRY»
Styczeń 2008
inauguracja...
... a raczej kontynuacja sezonu ? Pierwszy raz w nowym
roku
wybrałem się w góry.Trochę śniegu,gdzieniegdzie
lód i
dużo błota O nartach raczej można
zapomnieć Jeszcze w grudniu w
ogólnych zarysach zrobiłem plan przeróbki roweru
najpierw miała być lżejsza rama, potem koła i hamulce tarczowe.Tak się
złożyło ,że kolejność się odwróciła i mam już te ostatnie
nie wytrzymałem i musiałem założyć zestaw przedni(obecna rama nie ma
mocowania pod tarcze) NIE WIERZYŁEM póki się nie
przekonałem-hamowanie
w warunkach jakie opisałem dosłownie w jednym palcu.
«DO GÓRY»
nie
przypuszczałem
W zamierzeniach mój blog miał być pudłem ,do
którego będę wrzucał swoje przemyślenia i przy okazji kilka
zdjęć
w najśmielszych scenariuszach nie przypuszczałem że te moje "śmieci"
ktoś kiedyś przeczyta.Po liczniku wyświetleń widzę że jest grupka ludzi
męczących się nad moimi wypocinami
Nadal wrzucam do tego mojego pudełka swoje myśli i przy okazji jakieś
zdjęcia, ale trochę rozważniej i z szacunkiem dla czytającego.W sumie
cieszę się ,że moje słowa nie trafiają w kosmiczną nicość internetu nieśmiało dodam ,że
gdybym jeszcze zobaczył w moim pudle jakiś list...
«DO GÓRY»
Grudzień 2007
rzutem
na taśmę
Rok w zasadzie się skończył i to co sobie zaplanowałem
to wykonałem
Sezon był dla mnie dość dlugi i dzięki łagodnej zimie trwa nadal.Narty
co prawda udało mi się ostatnio parę razy przegonić po stoku ale rowerek
nadal kusi i nie wymaga
wyciągów,naśnierzonych,równych
stoków i tej całej oprawy.Co prawda na nartach wyrosłem i był czas kiedy
miesiąc z hakiem siedziałem w górach ale... rower też
polubiłem i nic na to nie poradzę.
Dzisiaj rano udało mi się ostatni raz w tym roku pojechać ....
Dziękuję Wszystkim za to
że od czasu do czasu odwiedzają mój blog - miło mi

«DO GÓRY»
sprzęt
to nie wszystko
W
dążeniu do tego by mieć
wymarzony,niezawodny,śliczny i.t.p. rower czasami zapominam co jest
nadrzędnym celem całej tej rowerowej przygody.W ostatnią niedzielę
wyjeżdżając na swoją górkę patrzałem na pięknie zaśnieżone
góry i
pomyślałem,że warto było się tu znaleźć obojętnie w jaki
sposób,na
piechotę czy dzięki rowerowi. Sam ROWER
to w zasadzie tylko środek transportu ale... jakże wspaniały.
«DO GÓRY»
do
sklepu
W ostatnią niedzielę wybrałem się z Rodzinką na sanki
Śniegu nasypało tyle że po górach na rowerze było by
ciężko.Swoje
myślenie "rowerowe" ukierunkowałem więc na przeróbki mojego
roweru.Co
mi z tego wyjdzie zobaczę w styczniu, póki co udałem się do
sklepu.Zazwyczaj musiałem "pomacać" towar przed zakupem trochę
powymyślać i.t.d.
Tym razem przypadek sprawił,że natknąłem się na sklep internetowy....i
zostałem bardzo mile zaskoczony:szybki kontakt mailowy,przystępne ceny,
miła i rzeczowa obsługa.Do tej pory nie miałem zbyt dużego
doświadczenia z taką formą sprzedaży ale mogę polecić http://sklep.bikestacja.pl/
«DO GÓRY»
...
i po śniegu
Zima pokazała na co ją stać i spokojnie sie wycofała w
wyższe
góry.Gdzieniegdzie zostało trochę śniegu,a błotniste ścieżki
zamarzły.Nie zmarnowałem tej niedzieli tym bardziej,że
ostatnio mało miałem okazji do jeżdżenia.
Rok
temu zabrałem się za przebudowę mojego roweru.Dzisiaj znowu mam
plan-można by powiedzieć długofalowy ze względu na fundusze jakimi
dysponuję
Dlatego szkoda mi było wydać ponad 400 stówki na zimowe
buty,udało mi
się przymocować bloki do starych.Trochę problemów z
wpinaniem w pedał
ale przynajmniej ciepło w nogi i została kasa na przynajmniej jedno
koło 
«DO GÓRY»
Lipiec 2007
...na
wakacje
Za kilka dni jadę na wakacje czy jak ktoś woli zasłużony
wypoczynek Dla mnie to czas
pocenia się na plaży bez roweru niestety.Wyjeżdżam z Rodzinką
tak daleko jak się da, co najmniej 1000 km od domu z daleka od
telefonów, codziennych problemów i.t.p.
A jak tak sobie odpocznę to tym chętniej wracam w moje "przydomowe"
Beskidy, siadam na rower i też odpoczywam, chociaż bardziej męczący ten
odpoczynek. Ostatnio byłem na Błatniej i tak sobie kombinuję żeby przed
wyjazdem w ciepłe kraje wyskoczyć na jakąś górkę 
«DO GÓRY»
do
znajomych
Z całym szacunkiem dedykuję te słowa tym znajomym, dla
których
nadmierne pocenie się i wdychanie świeżego powietrza to wątpliwe
przyjemności
Chociaż
zawsze lubiłem chodzić po górach to na widok ludzi w kaskach
pnących
się pod górę i sapiących niemiłosiernie pukałem się w czoło,
nigdy też
nie byłem zadowolony gdy obok mnie przejeżdżał rozpędzony rowerzysta
Kiedy sam zacząłem "chorować" na cyklozę unikałem wyruszania na szlak "
w godzinach szczytu". Tak mi zostało i lubię skoro świt przejechać
swoją trasę bez tłoku, spokojny, że nie będę przyczyną czyjejś złości.
Co do pukania się w czoło na mój widok to jest mi to
zupełnie obojętne
. Na początku wspomniałem o znajomych i właśnie w związku z pewną
rozmową daję dowód w postaci zdjęć, że wszystko jest możliwe
jeżeli się
tego bardzo chce 
«DO GÓRY»
trzy
kopce
Mam kilka swoich ulubionych tras, a jedna z nich
prowadzi przez Trzy Kopce Wiślańskie. Znajdują się one mniej więcej
w połowie ścieżki z Równicy na Biały Krzyż i pomiędzy doliną
Wisły, a
Brenną. Daje to wiele możliwości wjazdów, zjazdów
i przeróżnych
kombinacji tras, a najbardziej jestem zadowolony, że mam to wszystko w
zasięgu 15 min. od domu.W ostatnią sobotę w miłym towarzystwie udało mi
się wspiąć na Trzy Kopce po raz kolejny.
«DO GÓRY»
co
przyniesie jutro..
Rower wyciągnąłem z piwnicy jakieś trzy lata temu,zanim
wjechałem w
góry minęły kolejna dwa.W tym czasie rósł
mój zapał i zmieniał się
rower.Może dobrze bym zrobił kupując nowy ale na początku nie
zauważałem jeszcze symptomów zbliżającej się choroby.Tak
też zacząłem kombinować.Na początek poszła rama , potem przerzutki tył nie te
jeszcze raz od razu z nowymi kołami następnie amor.Nie licząc paru
drobiazgów tak zakończyłem swój pierwszy "sezon"
w górach.Nadeszła zima
,a moja wyobraźnia podsycona nowymi doznaniami zaczęła
pracować...Jeszcze w styczniu mniejsza rama,do przodu przerzutki ,no i
wreszcie pozbyłem się starej kierownicy.Jak tylko zeszły pierwsze
śniegi wyruszyłem na moje ulubione szlaki i... wymyśliłem ,że po co mi
blat 44 skoro największą przyjemność czerpię z wjeżdżania pod
górę. Tak
więc mój ostatni pomysł czyli koronka 36-zębowa zamiast 32 i
44 został
zrealizowany.Chcę w tym miejscu oddać szacunek Panu Adamowi
,który
pomysły moje urzeczywistniał z niezmienną cierpliwością.Dzisiaj nie
tłucze mi się po głowie żaden pomysł ,a co przyniesie jutro..
«DO GÓRY»
"za
granicą c.d."
Jak sobie tydzień temu zaplanowałem tak
zrobiłem.Zatoczyłem wokół
Javorovego koło ok. 40 km.(niestety nie mam licznika i nie mogę być
precyzyjny)
Na dobrą sprawę to wrażenia pozytywne pozostały,
ale...czegoś mi brak w tych górach...może trochę
zróżnicowania terenu i
widoków(ciągle las i las).Obiecałem sobie ,że będę drążył
ten temat -
może się na coś ciekawego natknę.
«DO GÓRY»
...porażka
Nigdy mnie jakoś nie ciągnęło na Czantorię
bo jak dla mnie za dużo ludzi i to nawet nie turystów, no
ale.. góra
stoi pod nosem, patrzę na nią codziennie i kusi żeby chociaż
spróbować.
Jako, że nawet jako turysta pieszy mało miałem z nią spotkań to nie
wiedziałem, z której strony ją ugryźć.Wybrałem szlak
turystyczny i nie
będę się więcej rozpisywał nad ilością i wielkością kamieni na nim
leżących.Widok z góry był przepiękny i możliwość
zaspokojenia
pragnienia,dlatego kolega, którego namówiłem na
te tortury mam nadzieję
,że nim pozostał(Z góry dziękuję )
P.S.Może ktoś zna przyzwoite ścieżki na Czantorii ?
«DO GÓRY»
"za
granicą"
W niedzielę pojechałem sprawdzić czeskie ścieżki.Jako że
tyle samo
mam do Wisły co do Trzyńca to na pierwszy raz wybrałem Javorovy.To co
mnie zaskoczyło to oznakowanie ścieżek rowerowych i ich
jakość.Przejechałem ok.40 km i mało było miejsc ,na których
musiałem
pchać rower.Być może wybrałem "cywilizowane" rejony - za tydzień (o ile
pogoda pozwoli) mam zamiar dalej sondować góry południowych
sąsiadów.Miałem ze sobą mapę tras rowerowych ale
posługiwałem się też
zwykłą turystyczną(bardzo przydatna).
«DO GÓRY»
trochę
po omacku
Dawno
chodziło mi po głowie podzielenie się swoim nowym(trochę
odgrzebanym) zainteresowaniem.Myślę ,że znalazłem wreszcie na to
miejsce.Nie jestem zbyt mocny w temacie blog ,ale na naukę nigdy nie
jest za późno.
«DO GÓRY»
|