






|
2009
CZERWIEC
MAJ
KWIECIEŃ
MARZEC
2008
GRUDZIEŃ
PAŹDZIERNIK
WRZESIEŃ
SIERPIEŃ
LIPIEC
CZERWIEC
MAJ
KWIECIEŃ
MARZEC
LUTY
STYCZEŃ
2007
GRUDZIEŃ
LIPIEC
CZERWIEC |
Czerwiec 2009
200 metrów w dół i ...46 km pod górę
Organizatorom tegorocznej Cięciny udało się poprowadzić
bardzo ciekawą trasę zarówno pod względem widokowym jak i techniczym.Na całej
długości maratonu spotkałem się z każdym rodzajem nawierzchni.Był
asfalt(niewiele),kamieniste podjazdy i zjazdy,szerokie leśne ścieżki,dosyć
często poprzecinane korzeniami,fragmenty trasy rowerowej,miękkie błotniste
podjazdy,małe strumyki i błotniste kałuże, w których zapadałem się po
osie.Jednym słowem esencja górskiego ścigania.Trasa oznakowana
wzorowo,a w każdym miejscu gdzie można by mieć wątpliwości był ktoś z
obsługi.Jak to na maratonach bywa początek był trudny.

Przepychanki na podjazdach,ktoś przede mną się zatrzymał stawałem i ja , za
wysokie tętno,trochę szarpaniny.Trwało to gdzieś do 8 kilometra,młodzi pojechali
przodem i zrobiło się luźno.

Potem walczyłem już tylko z samym sobą.Pierwszy stomy,niekończący się podjazd
pod Abrahamów potem krótki zjazd do Żabnicy i w zasadzie kolejny podjazd po
Abrahamów tym razem niemiłosiernie długi.Na 30 którymś kilometrze bufet,ledwo
zsiadam z rowera,łapią mnie skurcze,potem jadę już spokojnie starając się nie
przekraczać tętna na progu mleczanowym.Jest to trudne bo czeka mnie jeszcze
końcówka podjazdu.Ostatnie 15 kilometrów jadę praktycznie sam.Ostatni stromy
zjazd i asfaltem do mety.Ufff...

Maraton w Cięcinie miał swój klimat-niewielu startujących(w porównaniu z
imprezami masowymi),świetna organizacja imprezy,a przede wszystkim przepiękna
sceneria Beskidu Żywieckiego i ładna pogoda(zamówiona ponoć przez
organizatorów).

Polecam
Piotr
Foto by : Wojtek
link do foto:http://picasaweb.google.pl/wojtexx/MARATONCIECINA2009#
«DO GÓRY»
Maj 2009
Sezon rozpoczęty
Tak naprawdę to pierwszy w mojej rowerowej przygodzie sezon do którego się
przygotowałam. Już na jesień ubiegłego roku postawiłem sobie cele
treningowe:
1.Start w co najmniej pięciu maratonach.
2.Zwiększenie średniej
prędkości.
Może to nie zbyt wiele ale jak na początek wystarczy.Wystarczyła na pewno w
miarę solidnie przepracowana zima.
Wzniesienia ,które w zeszłym roku na
wiosnę pokonywałem z wielkim trudem i "na raty" tej wiosny nie sprawiały mi
większego problemu.Zwiększyłem wytrzymałość w strefie tlenowej i trochę
poprawiłem siłę.Ogólnie czułem się bardzo dobrze na rowerze i nadszedł czas na
pierwsze w sezonie zawody-maraton w
Zdzieszowicach

Na początku trema startowa,masy bikerów (ok. 1200),a ja w ostatniej strefie
startowej czyli w olbrzymim puszystym ogonie.
Oczekiwanie...,praktycznie bez
rozgrzewki i wreszcie start... pierwsze kilometry na dużych obrotach,żeby
wyprzedzić jak nawięcej przed odcinkami terenowymi... jednym słowem pół godziny
z tętnem na poziomie 98% HRmax.Wreszcie wpadam w las,trochę ślisko,ktoś obok
zalicza glebę,jeszcze parę kilometrów i mogę jechać swoim tempem.
Trasa
technicznie dosyć łatwa,dużo niezbyt długich podjazdów i szybkich zjazdów,trudno
opisać-trzeba przejechać.
Po ostatnim bufecie miałem jeszcze dość siły żeby
przyśpieszyć i na finiszu wyprzedzić kilku zawodników.

Maraton ukończyłem z poczuciem satysfakcji na 230 miejscu , M4/17 w czasie
02:18:16(dystans MEGA)
Chciało by się rzec mogło być lepiej,ale wiem ,że na
to "lepiej" muszę po prostu solidnie popracować.
Na razie jestem pełen zapału
,a 14.06 jadę na kameralny maratonik do Węgierkiej Górki...
«DO GÓRY»
Majowy weekend w Czeskim Raju
Dwa lata temu wybrałem się z Rodzinką do Czeskiego Raju.Poruszaliśmy się wtedy per pedes
wśród przepięknej scenerii niewysokich górek
poprzecinanych wąwozami,wąskimi ścieżkami wśród skał,a wszystko
to zatopione było w gęstym lesie dającym przyjemny chłód.Już
wtedy zauważyłem sporo rowerzystów i świetną sieć
Nasz wyjadz miał charakter typowo wypoczynkowy,ale w ciągu trzech dni
zrobiliśmy ponad 150 km specjalnie się nie spiesząc.Po drodze było
sporo atrakcji turystycznych .
|
ścieżek
rowerowych:od dróg asfaltowych, poprzez szerokie leśne
dukty, po umiarkowanie trudne odcinki terenowe.Jako ,że poruszałem się
z rodziną unikałem bardzo trudnych ścieżek.
Teren obfitował za to w niezmierzoną ilość podjazdów i
zjazdów.Niektóre z nich chociaż niezbyt długie, potrafiły
nieźle wycisnąć pot.
|
«DO GÓRY»
Kwiecień 2009
Nareszcie wiosna
Kwiecień przywitał się piękną pogodą i od razu z tego skorzystałem.Poskładałem trenażer i ruszyłem na lokalne drogi.
W góry ruszyłem dopiero jakieś trzy tygodnie temu ,ponieważ dosyć długo trwało zanim zszedł śnieg.
Przepracowana zima dała efekty.Kondycję mam teraz w przybliżeniu taką jak w zeszłym roku we wrześniu.
Jak co roku trochę planów :tym razem kilka startów w
maratonach i o ile nazbieram to jakaś dobra amortyzowana rama.
Póki co weekend majowy spędzam w całości na rowerze z RODZINKĄ i raczej turystycznie..
«DO GÓRY»
Marzec 2009
A za oknem deszcz
11.03.2009, 10:15
Tak się składa,że siedzę w
pracy,mało co robię i od czasu do czasu zaglądam w stronę
gór.Dzisiaj pada deszcz,a trochę wyżej pewnie popaduje śnieg.Mam
też bezpośredni widok na szosę ,po której od czasu do czasu
przemknie jakiś biker.Dzisiaj nawet tych nie ma. Ciągnie mnie żeby już
pojeździć, a na razie cała moja energia idzie w trenażer.Dobre i to.
Grudzień 2008
W
podziemiach
Nareszcie mam trochę czasu by usiąść przed
komputerem.Przez ostatnie dwa miesiące poświęcałem się głownie
obowiązkom zawodowym.
Dopóki
w górach królowała jesień nie przepuściłem okazji
żeby gdzieś nie
wyskoczyć.Teraz dni coraz krótsze,a ja siedzę w pracy od
8-17,czyli od
rana do nocy,tak więc moim najlepszym przyjacielem od pewnego czasu
jest trenażer.Obawiałem się trochę jazdy w pomieszczeniu,ale najgorsze
było pierwsze pół godziny.Nie powiem,że kręcenie w miejscu
przez 90
minut jest przyjemne,ale trochę dobrej muzyki i jakoś czas
mija.Przynajmniej trenażer ma tą zaletę ,że można jeździć przed świtem
i po zmroku.Wydaje mi się ,że trening może być wydajniejszy i bardziej
precyzyjny.
W
zeszłym roku o tej porze jeździłem jeszcze na świeżym powietrzu,teraz
póki co kręcę w kółko w moich rowerowych
podziemiach i czekam na wiosnę.
«DO GÓRY»
Październik 2008
z
morza mgieł
W sobotę wybrałem się na Stożek.Wyruszyłem jak zwykle
wcześnie rano
w oblepiającej wszystko wilgoci.Potem dwudziestominutowy podjazd i
nagroda w postaci pięknego widoku...
byłem ponad morzem mgieł , sam , z rowerem , w kompletnej
ciszy.Podjechałem jeszcze na Kiczory...
...by ponownie zanurzyć się we mgle i błocie w drodze na Kubalonkę.
«DO GÓRY»
Okres
przejściowy
W niedzielę wybrałem się z rodzinką w Beskid
Żywiecki-godzina 9,było
chłodno,mgliście,prawdziwie jesiennie,od czasu do czasu wyjrzało
słońce-idealna pogoda na rower,a ja per pedes.Schodząc
z Wielkiej Raczy z radością pozdrawiałem bikerów
wykręcających z siebie ostatnie poty.Trochę było mi żal,że nie siedzę
na rowerze,ale pomyślałem sobie ,że są też na świecie inne
zajęcia.Zresztą kiedyś trzeba odpocząć.Tak więc bez żadnego planu od
czsu do czasu gdzieś się przejadę,wieczorem skoczę na basen i tak czas
mija.Na dobrą sprawę to powoli zbieram siły do "samotreningu"
Jako że nigdy niczego nie trenowałem ,a lata młode już
przeminęły,zacząłem od testu wydolnościowego.Diagnoza brzmiała:
"jeszcze pan może".Zacząłem od stworzenia planu treningowego na
przyszły rok z zakończeniem czasówką na Równicę.
W piwnicy
zorganizowałem mini siłownię,w kącie postawiłem TACX-a i czekam tylko
na deszczowe dni by zejść do swoich podziemi.Ciekaw jestem ile z moich
zamierzeń zrealizuję ,jak do tej pory było cały czas pod
górę ,ale i do
przodu.Czas pokaże ...
«DO GÓRY»
Wrzesień 2008
Deszcz,wiatr
i mgła.
To w skrócie warunki jakie panowały na trasie
III Otwartych
Mistrzowstw Ustronia w jeździe indywidualnej na czs na
Równicę.Pomimo
tego na mecie pojawiło się 88 zawodników. Dokładnie rok temu
,w tym
samym miejscu z drżeniem serca wystartowałem w swoich pierwszych
zawodach MTB i przyrzekłem sobie ,że to dopiero początek mojej przygody
z rowerem i górami.Rok minął i mogę śmiało powiedzieć,że go
nie
zmarnowałem.Owoc mojej pracy to zaledwie 2min40s,ale dla mnie jest to
spore osiągnięcie.Wiem ,że mogę wykręcić jeszcze trochę więcej ,dlatego
przyszły sezon postanowiłem potraktować poważnie i trochę potrenować.Co
z tego wyniknie zobaczę za rok.
«DO GÓRY»
Sierpień 2008
Lato,wakacje...
...czas zasłużonego wypoczynku niestety bez rowera.Przed
wczasami
byłem zmartwiony jak wytrzymam 3 tygodnie.Spadek kondycji,zanik mięśni
,lenistwo i fizyczne zgnuśnienie.Nie pomyślałem tylko,że ruch mięśni
nie musi odbywać tylko na rowerze.Zacząłem biegać.Nigdy nie przepadałem
za tą formą aktywności,bolały mnie potem nogi i szybko dostawałem
zadyszki-albo-tak mi się tylko wydawało.Co
prawda
dwa-trzy biegi nie były najprzyjemniejsze,ale potem nogi niosły same,a
płuca zaczęły pracować miarowo.Do biegania dołożyłem trochę
pływania,ćwiczeń w wodzie i dzięki temu moje obawy o zanik formy
zniknęły.Po powrocie ,dla rozjeżdżenia, zrobiłem kilka
wypadów po lekko
pagórkowatym terenie i wszystko (moje wnętrzności) pracowało
jak należy.
W niedzielę powinnno być ładnie.Pojadę w góry...
P.S.Kilka miesięcy temu wpadłem na pomysł żeby od przyszłego sezonu
dosiąść fulla.Podczas
wakacyjnego biegania dużo o tym myślałem i zweryfikowałem trochę moje
plany.Postanowiłem najpierw zainwestować w moją kondycję i
wytrzymałość, od amortyzowanej ramy siły mi nie przybędzie.
«DO GÓRY»
Lipiec 2008
Uczty
ciąg dalszy
Jest Coś takiego w
kolarstwie górskim,że im dłużej
jeżdżę tym bardziej mi smakuje.Po moim poprzednim(pierwszym)maratonie
postanowiłem popracować trochę nad kondycją i wziąść udział w zawodach o
Puchar Wójta Gminy Węgierska Górka.
Zawody
niewielkie jeżeli chodzi o liczbę zawodników,dobrze
zorganizowane.Trasa
technicznie łatwa ,ale trochę trzeba było się powspinać - jak dla mnie
w sam raz.
Tym
razem jechałem swoim tempem ,bez niepotrzebnych zrywów
a moja radość z
ukończonych zawodów była tym większa ,że na lini mety
czekała na mnie
żona i dziewięcioletni syn,który też startował w swoich
pierwszych
zawodach.
«DO GÓRY»
Czerwiec 2008
bułka
z masłem...
...może dla kogoś kto trenuje,jeżdzi pięć razy w
tygodniu,jeżdzi od kilkunastu lat i.t.p. O czym mowię ? O moim
pierwszym
MARATONIE Nie powiem ,że mi nie
smakowała ta przysłowiowa bułka aczkolwiek gdzieś w połowie się
zakrztusiłem
Dystans wybrałem średni i na początku jechałem trochę za szybko jak na
swoje możliwości.Finał był taki , że ostatnie banalnie łatwe 15 km.
pokonywałem z delikatnie mówiąc
trudem.Najważniejsze(dla mnie) ,że dojechałem na metę że poznałem swoje
możliwości że wziąłem udział we
wspaniałej imprezie i dostałem impuls do
podniesienia sobie poprzeczki.
Cofnę
się teraz o ok.4 lata.Pamiętam jak kolega,posiadacz przyzwoitego
rowerka,namawiał mnie do wspólnego startu w jakimśtam
maratonie(Istebna
albo Zawoja o ile pamiętam).Wtedy udział w takiej imprezie był dla mnie
abstrakcją.Dzisiaj wiem,że tylko odłożyłem tą decyzję w czasie.Musiałem
się do tego STARTU przygotować kondycyjnie,sprzętowo i przede wszystkim
psychicznie.Niestety z tych trzech rzeczy najłatwiej zdobyć sprzęt.
Nowa
przygoda na mojej ROWEROWEJ ścieżce miała wymiar pozytywny i motywujący
mnie do dalszego rozwoju.Już teraz powoli układam plan co zrobić żeby w
przyszłym roku poszło(pojechało)mi lepiej.
P.S.Jeżeli czytasz te słowa JJ to GÓRY
nadal stoją na swoim miejscu i czekają...
«DO GÓRY»
Maj 2008
Kolejny
etap
Pół roku temu wyznaczyłem sobie cel wymiany
osprzętu.Zdecydowałem się w całości na XT 08.Zacząłem od kół
i
hamulców
W międzyczasie udało mi się sprzedać swój rower "miejski" i
kupiłem
nową ramę.Całość prezentowała się nawet nieźle,ale ... cały czas z
przodu tkwił zbyt ciężki do moich planów SUNTOUR XC.W tym
miejscu
zatrzymałem się na chwilę by nakarmić "świnkę" i po pewnym czasie
widziałem przed sobą ROCK SHOX'a.Księgowa "świnka" pozwoliła mi na
zakup modelu REBA TEAM.
W tym miejscu mała dygresja.Jakoś nigdy do
tej pory nie zwróciłem uwagi na wagę roweru.Ważniejsza była
dla mnie
sama jazda,zdobywanie kondycji i satysfakcja z udanej wycieczki.Pewnego
razu kolega namówił mnie do zważenia tego co ciągnę pod
górę.Kryształki
ułożyły się w ciąg cyfr:12200.Odłożyłem na trochę plan XT i zabrałem
się za zbyt wygodną kanapę,sztycę,kierę i mostek.Były to cięcia
kosztowne,ale konieczne by cała przeróbka miała sens.
Wracając do
tematu.W ubiegłym tygodniu zamontowałem wszystkie elementy napędu i
wyczekiwałem niedzieli żeby CAŁOŚĆ wypróbować.Wszystko
działało zgodnie
z moimi oczekiwaniami.Zamknąłem kolejny etap
mojej rowerowej przygody... cel kolejnego FULL
P.S. Z ciekawości wjechałem na wagę[11040] Może być MÓJ
ROWER
«DO GÓRY»
Każda
pogoda jest dobra
Wiosna tego roku trochę mglista i deszczowa.Dla mnie
jednak
przestało to mieć znaczenie.Zastanawiał bym się chyba czy wyjechać w
ulewny deszcz, ale lekki opad nie przeszkadza, a wręcz jest elementem
urozmaicenia
kamienistych beskidzkich szlaków.Na własnej
skórze przekonałem się, że
sezon rowerowy może trwać cały rok i nie ma znaczenia czy na drodze
leży śnieg,czy brnę w błocie, czy słońce grzeje niemiłosiernie,czy pada
deszcz.Moja koszulka i tak jest zawsze mokra od potu...
«DO GÓRY»
Kwiecień 2008
...żeby
jeździć czasem trzeba popracować
Długo nic nie napisałem.W pracy mam lekki młym i nie za
bardzo chce
mi się wieczorem siadać do komputera.Ale... pogoda na rower wyśmienita
i nie zmarnowałem ani jednej niedzieli Do tego nastąpiły pewne
zmiany w moim sprzęcie
Dorobiłem się wreszcie w miarę pożądnego widelca i konsekwentnie dążę
do podwyższenia jakości osprzętu.Jak wszystko dogram to napiszę coś
więcej o szczegółach.Pierwsze wrażenia z nowego amorka
baaardzooo
pozytywne
być może zapłaciłem dużo ale "poczułem różnicę".Wniosek:im
lepszy
sprzęt tym większa przyjemność z jazdy.W niedzielę znowu jadę...
«DO GÓRY»
Marzec 2008
Przy
komputerze
Za oknem śnieżna zawierucha W pracy nudy,siedzę przy
komputerze i nadrabiam braki w przeglądaniu tematów
rowerowych.Natknąłem się po drodze na konkurs
i nieśmiało zakiełkowała mi myśl-czemu nie spróbować ???
Do najlepszej strony rowerowej,powiem skromnie,duuużo mi brakuje, ale
po górach też zaczynałem jeździć na żelaznej
ramie... zobaczymy 
A nuż ktoś spojrzy na moją
stronkę i mu się spodoba 
«DO GÓRY»
Po
śladach
|